Zjednoczone Stany Słodkości

Ameryka budzi różne skojarzenia. Niewolnictwo, terroryści, otyłość i smród pieniędzy - to tylko niektóre z nich. Te bardziej oklepane jak wolność, nieskończona ilość możliwości, tolerancja dla inności, pionierzy i Indianie - nie budzą już sensacji. Te bardziej radykalne jak płatne staże i pensja starczająca na więcej niż rachunki i suchy chleb - wciąż pozostają w kontrowersyjej sferze, o której głośno z pobudek patriotycznych mówić nie wypada.

Zjednoczone Stany Słodkości

W tym artykule zajmiemy się słodką stroną Wielkiego Brata – amerykańskimi deserami. Każdy z 50 stanów (oraz tajemniczy pięćdziesiąty pierwszy stan – Dystrykt Kolumbia, czyli stolyca) ma swój własny, mniej lub bardziej oficjalny, deser. Aby nie być gołosłownym, zajmiemy się jedynie kuchnią niektórych przetestowanych przeze mnie stanów.

Popularnym deserem Arizony jest sopaipilla. To smażone w głębokim tłuszczu ciasto popularne jest również w graniczącym z Arizoną Meksyku, w Ameryce Południowej i oczywiście w Polsce, sprytnie ukryte pod nazwą kaszubskich ruchanek.

Sopaipilla

Sopaipilla jest tak problematyczna jak frytki, kilka stanów i państw próbuje ją sobie przywłaszczyć. Jednak skomplikowana etymologia słowa Arizona – wywodzącego się z baskijskiego słowa aritzona oznaczającego miejsce, gdzie rosną dobre dęby – przyćmiewa problemy deseru. Zatem jeżeli macie ochotę poczuć się jak w pustynnej Arizonie – usmażcie sobie sopaipille i zjedzcie ją w lokalnej piaskownicy. Dopilnujcie tylko, aby duszący i gorący wiatr wpychał Wam ziarenka piasku do płuc.

Kalifornia to najbogatszy i najludniejszy stan, który słynie ze specjalnego gatunku owocu – tzw. cytryny Meyera. Jest to skrzyżowanie cytryny i pomarańczy, które naturalnie występuje w Chinach. Do Ameryki mejerki sprowadził w 1908 roku podróżnik Frank Nicholas Meyer. Owoc ten doczekał się własnego ciasta – niespodziewanie nazwanego cytrynowym ciastem Meyera.

Cytrynowe ciasto Meyera

Jeżeli chcecie odtworzyć ten deser w domowych warunkach pozostanie Wam zabawa w szalonego biologa tudzież brutalne potraktowanie cytryn i pomarańczy mikserem. Jeżeli perspektywa tak dużego wysiłku też Was przeraża, sięgnijcie po nutellę.

Deser kolejnego stanu paradoksalnie stanowi największy problem. Connecticut – mój drugi dom – kojarzy się wyłącznie z domowymi, polskimi ciastami, pączkami z Dunkin' Donuts i ciastkami ze Starbunia. Connecticut oprócz trudnej do wymowy nazwy o etymologii – quonehtacut oznaczające w języku Indian Mohegan, długą rzekę pływową – pochwalić się może przydomkiem stan gałki muszkatołowej. A stąd już bardzo blisko do pysznych deserów. Chociaż nieco niepokojąca jest historia tego przydomka – pierwsi konektyccy mieszkańcy byli tak sprytni, iż potrafili sprzedać drewno jako gałkę muszkatołową. Może jednak pozostańmy przy nutelli...

Ciasteczka korzenne

Jeśli nie boicie się jeść drewnianych ciasteczek możecie spróbować rzekomo tradycyjnego deseru tego regionu – korzennych pierniczków.

Oficjalnym deserem Florydy jest key lime pie, czyli placek z florydzkich limonek. Nazwa owocu wywodzi się z Florida Keys, czyli archipelagu wysp na południowym krańcu półwyspu Floryda.

Key lime pie

Coś jak helskie śledzie – każdy ma taką egzotykę, na jaką geografia pozwala. Kwaskowatość cytrusów idealnie przełamuje mleczny krem oraz krucha beza wieńcząca ciasto. Poza tym na rajskiej plaży z palmami każdy deser smakuje dobrze – pilnujcie tylko, aby nie ukradły Wam go rekiny. Dodatkowym atutem florydzkich deserów jest ich rozmiar – a raczej rozmiar naczynia, w którym są podawane. Jeżeli jeszcze nie widzieliście ciastka w talerzu od zupy to koniecznie wybierzcie się na południe Ameryki.

Massachusetts, kolejny stan, którego nazwa ma indiańską etymologię – ciekawe, jak pięknie można upamiętnić kulturę, którą się najpierw doszczętnie zniszczyło – słynie z bostońskiego ciasta z kremem.

Bostońskie ciasto z kremem

To cudowne połączenie delikatnego biszkoptu, kremu budyniowego i polewy czekoladowej. Lepsza jest tylko nutella. No dobra, może niekoniecznie... Jeżeli nie macie ochoty na pieczenie całego ciasta spróbujcie cudownych miniaturowych wersji – pączuszków z Dunkin' Donuts o smaku boston cream - ulubionego deseru moich amerykańskich wycieczek z rodzicami. Jeżeli zapędzicie się aż na Cape Cod – przylądek dorsza – koniecznie musicie odnaleźć najwspanialszą cukiernię świata. Na szczęście ciastka są bez ryb.

Podobno najsłynniejszym deserem stanu Nevada jest czekoladowa fontanna. Hotel Bellagio w Las Vegas poszczycić się może największa taką fontanną na świecie. Nie wiem jak Wy, ale nabrałam ochoty na kąpiel.

Czekoladowa fontanna

Ekstrawagancja Las Vegas przejawia się różnie – w niebotycznie drogich i gigantycznych lodach zamawianych do pokoju hotelowego – jedyna okazja by zjeść lody w piramidzie - lub w pokrytych czekoladą banknotach. Nie ma czegoś takiego? Niedopatrzenie. Kto pierwszy? Potrzeba jedzenia pieniądza jest odwieczna. Z pewnością pamiętacie świąteczne czekoladowe monety w szeleszczących złotkach.

Podobno porządni ludzie powinni wstydzić się pochodzenia z New Jersey. Ci mniej porządni mogą wstydzić się pobytu w tej krainie opalonych i nażelowanych mężczyzn. Jednak prawdziwym powodem do wstydu jest tamtejszy deser – salt water taffy (słonowodna ciągutka?).

Salt water taffy

Nazwa naprawdę mówi wszystko. To coś smakuje tak jak brzmi. Skrzyżowanie gumy i krówki o niepokojącym smaku słonej słodyczy. Spuśćmy zatem na New Jersey zasłonę milczenia i zajmijmy się czymś smacznym.

Sernik nowojorski pozwoli nam zapomnieć o nowodżerzejowym niewypale. To pyszne, jedwabiste, kremowe ciasto w niczym nie przypomina naszego sernika. Ma kruchy spód i często występuje w towarzystwie polewy owocowej lub bitej śmietany.

Sernik nowojorski

Niebo w gębie. Lepszy może być chyba tylko nowojorski sernik z nutellą. Jak na każdy słynny deser przystało i sernik doczekał się miniaturyzacji – w wielu miejscach można zajadać się mini cheesecakes. Przyznam szczerze, że to zjawisko jest niepokojące – czy desery naprawdę trzeba zmniejszać?

Naszą wycieczkę po amerykańskich deserach kończymy w Pennsylvanii. Ten niemalże wiejski stan, słynący ze skrajnie konserwatywnych amiszy i fabryki czekolady Hershey, ma całkiem oryginalny zestaw słodkości. Niektóre mają dość ciekawie brzmiące nazwy, których tłumaczenia boję się podjąć – shoofly pie czy whoopie pie.

Shoofly pie

Etymologia słowa shoofly jest bardzo niepokojąca. Tradycyjnym składnikiem tego placka jest nieziemsko słodka melasa, która przyciągała muchy. Co zatem robili amatorzy tego deseru? Odganiali owady z okrzykiem: Shoo fly, shoo. Zatem tłumaczenie shoofly pie brzmiałoby ciasto akyszmucha. Smacznego. Idąc zatem tą onomatopeiczną drogą – whoopie pie, ciastko złożone z dwóch warstw placka z kremem pośrodku – wywodzi swą nazwę od okrzyku radości wznoszonego przez pennsylwańskich farmerów – Jupi, mam jupi ciastko. Nie ma to jak rolnicza prostota – swój następny wiejski wypiek nazwę nocholerajasnaprzepismnieoszukał.

Na tym kończymy słodką podróż przez Amerykę – w kolejnym odcinku zajmiemy się dalszymi ciekawostkami, absurdami i pysznościami z tego kraju.

Ola Godlewska dla novastreet

comments powered by Disqus