Beethoven: Geniusz nieregularnego bicia serca

Sonata księżycowa, Dla Elizy czy IX Symfonia d-moll - to kompozycje Beethovena, które zna każde dziecko w Polsce. Te wiekopomne dzieła często były umieszczane w kiczowatych kartkach na imieniny cioci Krysi lub stanowiły inspirację do podjęcia nauki gry na pianinie.

Beethoven:

(fot. Carl Guderian, źródło)

Dla mnie Beethoven zawsze pozostanie mrocznym, samotnym geniuszem o uroku melancholijnego dandysa. Kompozycje, które niemiecki maestro opracowywał w swojej samotni, demaskowały jego niezwykłą wrażliwość. Ba, niektórzy podają nawet, że jego utwory odkrywały to, co Beethoven ukrywał w swojej klatce piersiowej.

Na podstawie badań przeprowadzonych w University of Michigan i University of Washington naukowcy doszli do wniosku, że zróżnicowanie rytmiczne utworów tego wiedeńskiego klasyka odzwierciedla kondycję jego serca i ściśle powiązane jest z arytmią, na którą cierpiał. Kwestia ta zaangażowała myśli trzech wielkich głów - kardiologa, historyka medycyny oraz muzykologa. Badacze starali się powiązać chorobę fizyczną, której obraz został utrwalony w dokonaniach artystycznych Beethovena.

W poszukiwaniu argumentów pod powyższą tezę naukowcy wzięli pod lupę wzory rytmiczne kompozycji niemieckiego pianisty. Już na wstępie fragmenty jego flagowych dzieł wskazywały na nieregularność, która jest typowa dla osób zmagających się z arytmią. Choroba ta przejawia się nieregularnym biciem serca, którego cykl po dłuższej obserwacji staje się przewidywalny. Serce bije wówczas zbyt wolno, by następnie przyspieszyć z nieregularnym uderzeniem.

W skomponowanym przez Beethovena Kwartecie smyczkowym B-dur op. 130 Cavatina zaangażowany w projekt badawczy muzykolog odnalazł analogiczne do arytmii zmiany tempa.

Szczerze powiedziawszy, informacja wiążąca dzieło wiedeńskiego klasyka z jego przypadłością sprawia, że utwór ten nabiera nowej jakości. Sercowe problemy Beethovena są także widoczne w słynnej Sonacie A-dur nr 31.

Przejdźmy teraz do działki historyka medycyny, czyli specjalisty, o którego profesji nigdy wcześniej nie słyszałam. Nie od dziś wiadomo, że arytmia nie była jedyną bolączką Beethovena. Jak przystało na czołowego przedstawiciela austriackiej bohemy artystycznej, Ludwig van Beethoven cierpiał na syfilis (kiłę). Dodatkowo, dopadła go dość popularna wśród Niemców przypadłość - syndrom jelita drażliwego.

Każdy, kto obejrzał jakikolwiek film biograficzny o kompozytorze, wie, że pod koniec życia stracił on zmysł słuchu. I to właśnie w tym okresie pojawiły się dzieła, które odzwierciedlały kondycję serca Beethovena. Głuchota sprawiła bowiem, że artysta stał się wrażliwszy na rytm bicia własnego serca.

Jak podaje dziennik The Huffington Post Beethoven nie był jedynym artystą, który w swej twórczości opowiadał historię swojej choroby. U jednego z ojców impresjonizmu, Claude'a Moneta, w ostatnich latach jego życia zdiagnozowano zaćmę. W wieku 65 lat zmieniło się u niego postrzeganie kolorów, dlatego jego późniejsze dzieła charakteryzują się doborem ciemniejszych i bardziej "zamulonych" kolorów.

Wniosek? Między kondycją naszego ciała i duszy istnieje wyraźna synergia, która szczególnie uwydatnia się w świecie sztuki.

źródło: The Huffington Post

comments powered by Disqus