Polskie piosenki o miłości na Walentynki

14 lutego zamiast 8 marca. Walentynki wyparły na dobre Międzynarodowy Dzień Kobiet. Żeby nazwa rzeczonego święta nie brzmiała tak nadęcie i oficjalnie, używano wdzięcznego eufemizmu - Kwiatek dla Ewy. A było to w czasach kiedy w miastach świeciły neony, a manekiny sklepowe pozbawione były jeszcze sutków i bardziej przypominały naturalnej wielkości fantomy medyczne.

14 lutego to także dobry czas handlowy. Po szalonych zakupach świątecznych następował styczniowy marazm, by obudzić się na jeden dzień w połowie lutego. Jako że prowadzę sklep muzyczny pamiętam, że hitem numer 1 na Walentynki 2001 była płyta artysty pt. Stachursky (taka z asem kierowym na okładce). Sprzedawała się jak ciepłe bułeczki i czekałem na dodatkową dostawę.

Nie bardzo rozumiałem, dlaczego ofiarodawca uznał, że tylko ta płyta będzie tą wymarzoną dla wybranki. W końcu miałem cała serię Love Songs Otisa Reddinga, Arethy czy Sinantry. W końcu nie wytrzymałem i kolejnemu klientowi powiedziałem, że na miejscu dziewczyny po otrzymaniu takiego prezentu dałbym Ci w twarz. Ale byłem chyba nazbyt surowy wszak Święty Walenty to również patron opętanych, a poza tym ofiarodawca i szczęśliwy biorca to prawdopodobnie podmioty liryczne piosenki Be Voo Voo.

Ale do rzeczy - pozwoliłem sobie ułożyć subiektywną listę polskich piosenek miłosnych, które odcisnęły jakąś pieczęć w moim sercu (że się tak wyrażę romantyczno-tematycznie). Kolejność absolutnie przypadkowa.

JEDNYM SZEPTEM, Mirosław Czyżykiewicz z pierwszej płyty Autoportret absolutnie mojej ukochanej. Nagranej w Teatrze Witkiewicza w Zakopanem w 1988 r. Niespełna dwa lata później byłem na koncercie Mistrza w Piwnicy Pod Baranami i dostałem pamiątkowy autograf na płycie z podpisem Smacznego. Mimo że późniejsze płyty były doskonalsze muzycznie, to jednak było tam dla mnie za dużo Satanowskiego, a za mało Czyżykiewicza.

KOCHAM CIĘ JAK IRLANDIĘ, Kobranocka - klasyczny przykład grafomańskiego tekstu, który odbieram bezkrytycznie. Być może dlatego że w 1989 r. miałem absolutnego fioła na punkcie The Pogues. Fragment tekstu Wlokę ten ból przez Włocławek z całkowitą ignorancją na stawianie akcentu to czysty rock’n’roll.

No i ilekroć jej słucham (nawet nie drażni tani greps przechodzenia w wyższe tonacje) odbieram ją wyłącznie emocjami. Jest to jedna z tych piosenek, przy której natychmiast wyświetla mi się jakiś obrazek z przeszłości.

Amerykanie mieli swojego Gershwina Berlina i Portera, my Szpilmana, Wasowskiego i Zielińskiego. Jedynie Andrzej Zieliński jest wśród nas i niedawno obchodził z zespołem 50-lecie pracy twórczej.

JESZCZE KOCHAM, Skaldowie z płyty Krywań, Krywań naszej odpowiedzi na In-A-Gadda-Da-Vida.

Jeżeli Andrzej Zieliński to najwybitniejszy żyjący kompozytor pop music, to Marek Jackowski największy (chciałoby się powiedzieć żyjący) rockowy kompozytor. Niestety w maju miną 3 lata od jego śmierci. Wybór powinien być oczywisty. Myślisz MAANAM, mówisz Kocham Cię kochanie moje. Jednak ten piękny erotyk został skutecznie zniszczony przez supernachalne radiowe prezentacje i zatracił gdzieś swoją moc i czar.

Dlatego wybrałem JESTEM KOBIETĄ z ostatniej wielkiej płyty Maanamu. Ten pacyfistyczno-miłosny song z oszczędną gitarą i magicznym C5+ cały czas mnie porusza. Jackowski pozostawił po sobie wiecznie żywe wspomnienie i niezapomniane kompozycje. Niestety, o Korze obecnie częściej można poczytać w prasie kolorowej i to o sprawach mających niewiele wspólnego z muzyką. Smutny przykład trwonienia legendy.

Była odpowiedź na In-A-Gadda-Da-Vida, to teraz odpowiedź na The Valentyne Suite. JEDNEGO SERCA, Czesław Niemen z płyty Niemen Enigmatic uważaną za najlepszy polski album rockowy ever. Klasyfikacje są dobre w sporcie, najlepszą weryfikacją dla sztuki jest czas. Mija 46 lat od wydania płyty i dalej słucha się tego z wypiekami. Ryzykowny mariaż świata rocka z poezją klasyczną. Mistrzowski mariaż.

WIOSNA – ACH TO TY, Marek Grechuta. Tutaj bardziej oczywistym wyborem byłoby pewnie coś z pierwszej płyty: Nie dokazuj, czy Będziesz moją Panią. Zdecydowałem się na Wiosnę, bo podejrzewam, że piosenka przez wielu kojarzona jest z okresami klimatycznymi, będącymi następstwem ruchu obiegowego Ziemi wokół Słońca. Tymczasem to przepiękny autorski erotyk Grechuty:

…Od gorąca twych płomieni zapłonęły liście drzew
Od zieleni do czerwieni krążył lata senny lew
Mała chmurka nad jej czołem, mała łezka słony smak…

Z pewnym kolegą, z którym widuję się coraz rzadziej, a z którym mam świetne porozumienie muzyczne, polegające między innymi na tym, że podrzucając mu self-made kompilację singli Tercetu Egzotycznego, on się nie obraża, tylko analizujemy potem głębokie teksty i latynoskie aranżacje.

Otóż te spotkania nie były zbyt częste, ale za to bardzo intensywne. I dziwnym trafem na drugi dzień na talerzu gramofonowym, a potem w kieszeni odtwarzacza CD znajdywałem płytę Kamienie. Więc posiedzenie musiało się kończyć na TOBIE TA PIEŚŃ, Breakout.

Nie może też zabraknąć wczesnego Dżemu, od którego byłem kompletnie uzależniony w połowie lat 80. OCH, SŁODKA z pięknym surowym tekstem, do którego nakręcono po latach koszmarny teledysk. Riedlowi na pewno nie o taką słodką chodziło. Wyobrażał sobie 17-latkę z rozwianymi włosami. Jak zobaczył tą słodką, wyszedł z planu i nie wrócił.

Kolejna piosenka to nie jest klasyczny love song, ale zbudowany ze słów pomnik Matki Polki. Literacki majstersztyk mistrza Młynarskiego – POLSKA MIŁOŚĆ.

BO BÓG DOKOPIE, Voo Voo. To taki nieoczywisty wuwuowski love song. Waglewski nie dopuściłby do tego żeby było za słodko i ckliwie: „

Świat się nam przygląda i nie życzy źle, a jeśli jest inaczej to świat mam cały gdzieś
Bóg nam nie daruje, Bóg dokopie nam, gdy ktoś z nas zepsuje to, co dał nam sam
.

Piękne!

Tak przedstawia się moja subiektywna lista. Wyszła równa dziesiątka. Oczywiście po zamknięciu tekstu coś mi się przypomni, więc jeszcze małe postscriptum.

JEJ PORTRET, Bogusław Mec

WYMYŚLIŁEM CIEBIE, Dżamble

KIEDY JESTEŚ TAKA BLISKA, Soyka

WYCHODZIMY Z ZIMY, Wolna Grupa Bukowina

MODLITWA O MIŁOŚĆ PRAWDZIWĄ, Krystyna Prońko

GDYBYŚ, Grażyna Łobaszewska

Z TOBĄ BEZ CIEBIE, Ewa Bem

Zapewne każdy z Was ma swoją ulubioną listę Love Songs. Zatem gorąco namawiam do samodzielnego robienia składanek i obdarowywania ukochanej, a nie kupowania gotowców w sklepie. Chociaż ostrzegam, to nie takie proste. Trzeba pamiętać to, co mówił bohater filmu High Fidelity, Rob Gordon: Nagranie kasety kompilacyjnej to subtelna sztuka i wymaga wielu ograniczeń. Przede wszystkim trzeba wyrazić własne uczucia cudzymi słowami. To delikatna sprawa.

Wojtek Sokołowski dla novastreet

comments powered by Disqus