Ramenburgery - skąd się wzięły i jak je zrobić?

To, że moda na burgery opanowała cały świat, wie już chyba każdy. Niemniej jednak chciałbym, żebyś poznał nowego zawodnika w burgerowej lidze. To prawdziwa hybryda, połączenie sprawiające, że burger może być czymś wyszukanym i pożywnym posiłkiem. Przed Państwem ramenburger.

Ramenburger

Nasz dzisiejszy bohater w chwale i splendorze pojawił się na nowojorskiej scenie streetfoodowej. Przyjezdni smakosze ze zniecierpliwieniem czekali, aż będą mogli spróbować najnowszego wynalazku kucharza informatyka, Keizo Shimamoto. Pasjonat burgerów i popularnego w Japonii i Chinach makaronu ramen, postanowił połączyć je w jedno, a efekt tej fantazji chyba przeszedł jego najśmielsze oczekiwania.

Debiut - marzenie. Nieco ponad rok temu - czyli jakieś dwa miesiące po premierze amerykańskiej - miałem okazję pierwszy raz zetknąć się z tym ogólnoświatowym fenomenem. Jeśli mam być szczery, kompletnie go nie zrozumiałem. Inna sprawa, że do dziś nie potrafię pojąć zjawiska burgermanii, która panuje w ostatnich latach. Jednak gdy zgłębiłem bardziej temat, uznałem, że sukces ramenburgerów nie był przypadkowy. W momencie, kiedy na topie utrzymywały się tradycyjne hamburgery, nastąpiła ewolucja ulubionego dania hipsterów. Do typowej amerykańskiej przekąski dodano elementy również modnej kuchni japońskiej. Nic zatem dziwnego, że w krótkim czasie ramenburgery zyskały aż taką popularność.

Jakie są tak naprawdę różnice smakowe w porównaniu do klasyka? Myślę, że zdecydowaną zaletą ramenburgerów jest smak smażonego makaronu z jajkiem, który lubi praktycznie każdy. Pozostałe składniki raczej nie różnią się od tradycyjnych burgerów, chociaż w wersji, z którą miałem do czynienia, jako sosu użyto mieszankę ketchupu z sosem ton katsu.

Gdzie zjeść?

Już słyszę głosy domagające się japońskiej streetfoodowej perły. Widzę te zniecierpliwione i wygłodniałe spojrzenia stojących w kolejce smakoszy. Z tego, co się orientuję, mieszkańcy Poznania i Krakowa mają już szansę spróbować owego wynalazku kulinarnego. Jednak dziś każdy odwiedzający naszą ulicę ma okazję dowiedzieć się, jak samemu przygotować swojego ramenburgera.

Składniki:

  • paczka makaronu typu ramen (może być makaron z 2 zupek błyskawicznych)

  • 2 jajka

  • 150 g wołowiny (wegemaniakom, proponuję usmażyć sobie np. tofu)

  • 1 pomidor

  • 1 ogórek

  • sałata lodowa

  • ketchup

  • sos ton katsu

  • sól i pieprz

Dobra, do dzieła!

Makaronobułki: Makaron zalewamy wrzątkiem i czekamy do momentu, gdy stanie się miękki. Następnie odcedzamy go i wrzucamy do miski. Wbijamy do niego dwa jajka, dodajemy odrobinę soli i pieprzu. Wszystko ze sobą mieszamy, aż zobaczymy, że jajka są mniej więcej na każdym makaronie. Z tak przygotowanej masy tworzymy na rozgrzanej patelni krążki o średnicy dużej bułki. Możemy sobie pomóc np. puszką po brzoskwiniach z wyciętym dnem. Smażymy krótko, do zarumienienia się z obu stron i odkładamy na bok.

Mięso: Wołowinę możemy doprawić według uznania. Ja lubię prostą wersję z solą pieprzem i drobno posiekaną cebulą. Czasami używam odrobiny tajskiego ostrego sosu sriracha. Przyprawioną i uformowaną wołowinę wrzucamy na rozgrzaną patelnię i smażymy na średnim ogniu z obu stron do momentu, kiedy wraz z tłuszczem przestanie lać się krew. No, chyba, że ktoś lubi mniej wysmażone mięsiwo.

Wykończenie: Gdy wszystkie smażone elementy są już gotowe, jeden z krążków smarujemy ketchupem wymieszanym wcześniej z ton katsu (100 ml ketchupu i 60 ml ton katsu). Na podstawie burgera układamy dwa listki sałaty, plasterek pomidora kilka plasterków ogórka oraz cienko pokrojonych krążków cebuli. Ramenburgera domykamy drugim krążkiem z makaronu i jajka.

Oczywiście, zawartość ramenburgera może być dowolna i możecie do niego włożyć wszystko, na co będziecie mieli ochotę. Jeśli zdecydujecie się stworzyć własną koncepcję na ramenburgera, dajcie nam znać. Chyba już wiecie, że lubimy się katować wyszukanymi smakami, na które nas nie stać.

Marcin Tomczyk dla novastreet

comments powered by Disqus