Zakazane chińskie miasto

Wszyscy znamy historie o królach pławiących się w bogactwie. Ich piękne pałace jasno wskazują na to, że panowie nie zmagają się z problemem utrzymania się z minimalnej krajowej w jeden miesiąc, frustracją niesparowanej skarpetki lub terrorem jazdy komunikacją miejską.

Zakazane Miasto, Chiny

(fot. See-ming Lee, źródło)

Przenieśmy się oczyma wyobraźni z naszych mieszkań (w których jedyną służbą i to w dodatku bezużyteczną są wyhodowane z kurzu koty) do krainy baśni. To właśnie tam w obwarowanych zamkach królewskich znajdują się oświetlone kryształowymi żyrandolami sale, gdzie kilka schodków nad podłogą, na tronie ze szczerego złota tkwi dumny władca otoczony swoją służbą. Jego codziennym obowiązkiem obok jedzenia, spania oraz sobotnich uczt jest wysłuchiwanie pochlebstw i podziękowań. Tymczasem królewski pałac w Chinach jawi się zupełnie inaczej. Zresztą - zobaczcie sami.

Dlaczego zakazane?

Niewielu wie, że Chiny zawdzięczają lwią część swojego dorobku historyczno-kulturowego Mongołom. Starożytny Pałac również zaprojektowały i wzniosły mongolskie dłonie. Waleczny naród, który powoli zaczynał zajmować obszar całej Eurazji, dotarł do Kraju Środka. Po podboju Chin na tronie imperium chińsko-mongolskiego zasiadła dynastia Yuan. Jednak wkrótce państwo to uległo sinizacji.

Po upadku dynastii Yuan nowy cesarz zalecił, by przenieść stolicę do znajdującego się na wschodzie Chin miasta Nankin. Jednocześnie rozkazał zrównać z ziemią pałacowe pozostałości minionej dekady. Na metaforycznych zgliszczach zamku w ciągu 14 lat powstał kompleks budynków, którego powierzchnię możemy śmiało porównać z nowojorskim Manhattanem. W skład kompleksu wchodzi obecnie 980 budynków, w których znajduje się ponad 9 000 pomieszczeń, pawilonów, wierz i murów.

Podczas jego budowy Cesarz Yongle narzucił tylko jeden warunek - pałac ma zachwycać i przytłaczać swą wielkością. Dziś ostatnią rzeczą, o którą można byłoby posądzić architektów i ekipy budowlane Zakazanego Miasta, jest niesłowność. Wszak nie bez przyczyny to miejsce zostało wciągnięte na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Dlaczego warto znaleźć się w Zakazanym Mieście?

Powód wydaje się być oczywisty. Nie od wczoraj wiadomo, że wszystko, co zakazane, zawsze smakuje najlepiej. Pikanterii dodaje fakt, że wstęp na teren Zakazanego Miasta miała jedynie dworska świta, a do niedawna przywilej przekroczenia jego bram przysługiwał jedynie chińskim dygnitarzom. To właśnie tutaj podawano potrawy, których receptura do tej pory jest tajna. Natomiast sam cesarz bardzo rzadko opuszczał swój przybytek.

Zakazane Miasto, Chiny

(fot. Andy Enero, źródło)

Po okresie wojennym cesarskie tereny zostały niemal całkowicie zniszczone. Kompleks został odbudowany tuż po narodzinach Chińskiej Republiki Ludowej, a w 1965 r. został oddany do użytku już jako muzeum.

W schemacie harmonii

Nie tylko wielkość Zakazanego Miasta robi wrażenie. Jak łatwo się domyślić układ budynków oraz ich wygląd nie są dziełem przypadku. Kompleks obiektów wzniesiono w oparciu o zasady, które mają swoje korzenie w feng shui.

Głównym aspektem porządkującym wnętrze murów jest wyznaczona oś północ-południe oraz pomocnicze równoległe do niej linie. Zachowanie tej proporcji miało ukazywać harmonię, która powinna gościć we wszechświecie. W centrum tego świata powinien zasiadać cesarz. Wobec tego w samym sercu kompleksu - zarówno w środkowym punkcie pałacu, jak i miasta - znajdowała się sala tronowa.

Zakazane Miasto, Chiny

(fot. Kathy, źródło)

Oś i scentralizowanie układu budynków Zakazanego Miasta to nie jedyne elementy, które nawiązują do kosmogonicznego porządku świata. Wskazują na to również nazwy poszczególnych elementów architektonicznych, np. Brama Boskiej Mocy, Pawilon Wieczności, Pałac Niebiańskiej Czystości czy Brama Najwyższej Harmonii.

Smakowity kąsek dla turystów

Nietrudno zgadnąć, że Zakazane Miasto jest jednym z najczęściej odwiedzanych miejsc w Pekinie. Niestety, ze względu na fakt, że część budynków zajęły najwyższe władze ChRL-u, nie będziesz miał możliwości zwiedzenia całego kompleksu budynków.

Mimo tego, warto przeznaczyć trzy dychy (plus bilet lotniczy do Chin i nocleg w hotelu - ale to w nawiasie, więc się nie liczy) dla niezapomnianych wrażeń, których z pewnością dostarczy Ci wizyta w miejscu, po którym stąpał kiedyś sam cesarz Chińskiego Imperium.

Karolina Skiścim dla novastreet

comments powered by Disqus